Transfer technologii

Oceniając efektywność procesu transferu technologii, należy zastanowić się jakie trudności czekają przy próbie komercjalizacji jakiegoś obiecującego pomysłu. Sam termin transferu technologii może być mylący, co stanowi pierwszy problem. Encyklopedia PWN definiuje technologię jako dziedzinę techniki zajmującą się opracowywaniem i przeprowadzaniem najkorzystniejszych w określonych warunkach procesów wytwarzania lub przetwarzania surowców, półwyrobów i wyrobów, a taka definicja niekoniecznie działa, szczególnie w przypadku technologii związanej z Life Science. Kolejną z trudności może być oddzielenie technologii od jej środowiska. Ilustracją takiego sposobu myślenia może być praca Sahala z 1981 r. – zastanawiał się on, na przykładzie silnika Stirlinga, które komponenty, czy też charakterystyki działania tego silnika, mogą być obiektem transferu? Jakie konkretne cechy oddzielają go od innych technologii? Przytoczony przez Sahala przykład ten jest pewnym uproszczeniem, w wielu przypadkach odpowiedź na podobne pytania jest stosunkowo łatwa do udzielenia, w innych natomiast stanowi problem [1].

Takie pytania, w obszernym opracowaniu problemu, zadawał w 2000 roku Barry Bozman. Zastanawiał się również, jak w kontekście powyższych wątpliwości zdefiniować transfer technologii? Odpowiedź przedstawiają osoby profesjonalnie zaangażowane w tę dziedzinę obecnie. Volker Cleeves (Technology Transfer Heidelberg) przedstawia transfer technologii jako wypełnianie luki pomiędzy stołem laboratoryjnym a biznesem, a ma przed sobą dwa cele – pierwszym jest przekazanie opracowanej w laboratorium technologii użytkownikowi, tak aby mógł z niej korzystać na co dzień, drugim natomiast jest przyniesienie wystarczających zysków po komercjalizacji tak, aby pokryć poniesione koszty [2].
Inni eksperci wskazują, że transfer technologii powinien działać jak swego rodzaju tłumaczenie, tak by know-how stał się zrozumiały zarówno dla ludzi związanych z nauką jak i biznesem, oraz żeby w jak największym stopniu wykorzystać tę wiedzę – na drodze współpracy w rozwijaniu danego pomysłu. Kluczem do odniesienia sukcesu we wprowadzeniu na rynek nowej technologii ma być współpraca i nawiązywanie kontaktów, gdyż bez funkcjonującego networkingu naukowcy nie mają komu przedstawić swoich pomysłów, a zatem ich wynalazki często przechodzą bez echa [2].

Proces transferu i wprowadzenia technologii na rynek potrzebni byli pośrednicy. Tę lukę pozwalają wypełniać managerowie technologii, managerowie transferu technologii, konkretne jednostki transferu technologii, pracujące przy uniwersytetach, a także powstające niezależnie od nich. Jednostki rządowe wielu krajów dostrzegły również szanse na przyspieszenie rozwoju gospodarczego; wsparcie dla inicjatyw związanych z transferem technologii realizowane były przez różne akty prawne (Bayh – Dole Act z USA, rok 1980), prowadzenie badań w ramach współpracy rządowych (National Cooperative Research Act, USA, rok 1984), subsydia na badania prowadzone we współpracy między firmami i jednostkami akademickimi (liczne inicjatywy Unii Europejskiej, czy też Programu Zaawansowanych Technologii w USA), a nawet udostępnianie przestrzeni badawczej czy też dofinansowanie na budowę i użytek takich przestrzeni (inkubatory, parki naukowe). Kamieniem milowym w rozwoju transferów technologii był wspomniany Bayh – Dole Act. Przed podpisaniem tego aktu prawnego, badacze, którzy otrzymywali finansowanie naukowe od władz federalnych, przekazywali władzom prawa własności do wszystkich wynalazków. Dzięki tej legislacji naukowcy mogli dochodzić praw do produktów, których byli autorami. W praktyce, zapoczątkowało to powstanie centrów transferu technologii, na początku tylko w USA, później na całym świecie [3].

Dlaczego transfer technologii w ogóle jest ważny? Odpowiedź jest prosta – jest to główny mechanizm napędzający wdrażanie innowacji na rynku, a zatem zwiększający konkurencyjność przedsiębiorstw. Znamienne są słowa Petera Druckera, jednego z największych i najwybitniejszych teoretyków zarządzania w XX wieku. W swojej publikacji pt. „Społeczeństwo postkapitalistyczne” napisał: „Coraz bardziej produktywność wiedzy staje się czynnikiem rozstrzygającym o zajmowanej przez kraj, przemysł czy firmę pozycji w konkurencji” [4]. Słowa te, pierwotnie sformułowane w roku 1993 są dziś jeszcze bardziej aktualne. Wiedza jest zasobem, który ma większy wpływ na zyski niż inne czynniki – posługujemy się nawet terminem produktywności wiedzy, czyli jej zdolności do wytwarzania nowych wartości [4].

Powyższe akapity to pewnego rodzaju synteza podstawowej wiedzy – jak ewoluował transfer technologii, jak kształtował się on w Polsce i jaka jest jego aktualna sytuacja? Powyższe kwestie będą przedmiotem kolejnego artykułu.


Źródła:

  • [1] – Bozeman B. – Technology transfer and public policy: a review of research and theory, 2000
  • [2] – Godar M. – How Tech Transfer brings Science from the Bench to the Bedside, 2016
  • [3] – Phan P., Siegel D. – The Effectiveness of University Technology Transfer, 2006
  • [4] – Ratajczak M. – Transfer wiedzy i technologii do sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce

Autor: Michał Gołąbek, ExecMind – International Executive Search

Michał Gołąbek jest absolwentem Inżynierii Biomedycznej na AGH, w specjalności bionanotechnologie, kontynuował również edukację na studiach podyplomowych z Biologii Molekularnej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Obecnie pracuje w firmie ExecMind, gdzie zajmuje się łączeniem czołowych talentów naukowych, z całego świata, z możliwościami rozwoju w sektorze Life Science i technologii medycznych, a także analizą rynku biotechnologicznego.

Artykuł przygotowany w ramach projektu ProBio Małopolska